Dzień 2

Pewien mazurski rejs pod specjalnym nadzorem – dzień 2 (który przyszedł zaraz po dniu pierwszym – do poczytania TUTAJ.

Ania:

Dzień drugi rozpoczynam od odrobienia wczorajszej lekcji. W Jagodnem stoimy rufą do kei, dwie cumy rufowe, z dziobu mooring, kilka metrów przed dziobem szuwary, wyjście w prawo. Okazuje się, że – jak raz – sama mam dobry pomysł na odejście: załączamy silnik, oddajemy mooring, oddajemy lewą cumę rufową, prawa rufowa na biegowo, luzowana stopniowo już na biegu, dzięki czemu łódkę obraca mi we właściwą stronę jak na karuzeli.

Jacek:

Brawo Aniu, właśnie tego efektu oczekiwaliśmy.

Ania:

Odchodzimy, na Jeziorze Szymoneckim kładziemy maszt, bo przed nami seria kanałów: Szymoński, Mioduński, Grunwaldzki i Tałcki. Cel: Tałty, w pobliżu mostu w Mikołajkach.

W kanałach steruję na stojąco.

Już pod koniec pierwszego z nich bolą mnie … nie, nie nogi – ręce. Orientuję się, że mięśnie przedramion mam cały czas maksymalnie napięte. Taki stres.

Jacek:

Stres u nowicjusza jest normalny, zdziwiłbym się, gdyby go nie było. Ale ... Po pierwsze warto zastanowić się, czy jest zasadny. Ania płynie z doświadczoną załogą, więc nie ma obaw, że wpadnie w jakieś większe tarapaty. Skąd zatem ten stres? Może z nadmiernych oczekiwań wobec siebie? Warto zdawać sobie sprawę z takich (ukrytych) przyczyn stresu i próbować dochodzić z nimi do ładu. Samoświadomość, o której tu mowa, przyda się i na ból mięśni: jeżeli zauważysz, że niepotrzebnie je napinasz, łatwiej będzie ci się rozluźnić. I wreszcie: radą na stres i brak pewności jest rutyna – patrz uwagi Ani o odczuciach w drodze powrotnej.

Ania:

Używamy aplikacji ‘Żegluj’. Nawigują mnie, więc raczej w telefon nie patrzę – nie mam jeszcze luzu mijających nas ”kierowców” motorówek, którzy potrafią kierować i fejsować jednocześnie. Ale przy jednym pobieżnym rzucie okiem na ekran aplikacji stwierdzam, że jesteśmy poza torem wodnym. I, jak się okazuje, to nic nie szkodzi. Hmmm … z kursu wyniosłam przeświadczenie, że muszę się zawsze mieścić między zielonymi i czerwonymi bojami. I trzymać ich - tych pierwszych, gdy płynę na południe i czy na wschód, tych drugich, w trasach na północ i zachód.

Jacek:

Na kursach nie uczymy, że pływać należy tylko po torze wodnym … Myślę, że kursanci sami z siebie przyjmują to za pewnik, że skoro jest coś co nazywa się torem wodnym, wydaje się odpowiednikiem drogi asfaltowej dla samochodu. Może zatem należy mówić im wprost, że pływa się do określonego celu. Do dyspozycji cały akwen, trzeba tylko uważać na miejsca niebezpieczne (mielizny, głazy, wyłączone z żeglugi części akwenu). Sprawa oczywiście przedstawia się inaczej przy pływaniu po rzece, tam tor wodny jest bardzo ważny, a pływanie po nabieżnikach bezcenne, jeżeli nie chce się „zaliczyć” mielizny.

Ania:

Na jeziorze Tałty stawiamy żagle: najpierw grot, potem fok. Już wiem, od wczoraj, że przy takim wietrze ledwo-ledwo kolejność nie ma znaczenia. Pływamy trochę, nie za szybko, bo wiatr jak wyżej.

Przy powrocie przez kanały ręce mnie już nie bolą – napięcie trochę zeszło.

Podchodzimy do kei w Jagodnem. Podejście już znam, mam za sobą względnie udany dzień, może dam radę zakończyć go sukcesem i podejść bez pomocy ...?

Przypomnijmy sobie: podejść trzeba do kei od wewnątrz, rufą, omijając szuwary. Wchodzę powoli, dziobem, pod kątem ca. 75 st. do tej docelowej kei. Wrzucam luz i zaraz potem wsteczny i kręcę do kei. Coś nie tak ... Jestem „na wsteczu”, a dalej idę do przodu i jeszcze kręci nas nie tak, jak chcę. Dlaczego!?!

Jacek:

Przyczyna jest prosta: nawet przy niewielkiej prędkości na jacht działa siła inercji. Aby ją wytracić po wrzuceniu biegu wstecznego, ster musi być w pozycji zero aż do zatrzymania. Dopiero wtedy, płynąc już – tak, jak chcemy – wstecz, można zacząć manewrować. Ania kręci sterem za wcześnie, dlatego łódka jej ucieka. Poza tym, zaraz, zaraz … Podejście do kei bez pomocy? Nie, nie i jeszcze raz nie!!! Do kei podchodzi się bezpiecznie, a to oznacza zaangażowanie całej potrzebnej załogi. Każdemu, kto jest potrzebny należy wyznaczyć zadanie do wykonania. Ktoś jest obserwatorem, ktoś inny odpowiedzialny za cumę (po jednej osobie do każdej cumy), kolejna osoba jest odpowiedzialna za odbijacz na biegowo itd. Sposobem na brak pewności i stres jest nie tylko rutyna (o czym wcześniej), ale przede wszystkim zaufanie do załogi.

Ania:

Ostatecznie podchodzę z pomocą i instruktażem. Czyli – nie umiem :( .

Jacek:

Dzień faktycznie był udany i Ania radziła sobie dobrze. Jednak psychologia uczy nas, że porażki bardziej martwią niż sukcesy cieszą. Zwłaszcza, jeżeli na porażce – a za taką Ania uznała podejście do kei – się kończy. Takie rzeczy też warto wiedzieć i umiejętnie z samą sobą przepracowywać.


249 wyświetlenia

©2018 by wiem. Logo by Michał Kwaterski.

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now